Pracuj online - sposób na dorobienie dla mam

Wiele mam małych dzieci zastanawia się, w jaki sposób podreperować domowy budżet. Jest to szczególnie istotna kwestia, gdy mama jest na bezpłatnym urlopie wychowawczym, a ciężar utrzymania rodziny spoczywa na tacie.
Zaradni też byli w takie sytuacji, doskonale wiedzą jak to jest, gdy każdą złotówkę ogląda się dwa razy przed wydaniem.

Jest portalhttp://webep1.com/Zobacz/To?a=8033&mp=6485&r=Lw2
tam ogłoszenia zdalnej pracy są podzielone na grupy: sprzedaż, programowanie, grafika, teksty, marketing, ankiety, tłumaczenia, chałupnictwo i inne. Każda z mam może poszukać odpowiadającej jej oferty, wszystkie są dokładnie opisane, wraz z wynagrodzeniem za daną pracę.
Na chwilę obecną, portal ten oferuje 2105 aktywnych zleceń. 
Kto chętny niech zagląda i korzysta :-)

 

W szpitalu

Córę Zaradnej dopadła choroba Schonleina-Henocha. W związku z tym zamieszkały na szpitalnym oddziale. Mała znosi pobyt w nim nad wyraz dobrze. Podoba jej się łóżko na kółkach, wielgachny Kubuś Puchatek na ścianie i wstrzykiwanie leków do wenflona. 

Tuż obok sali jest świetlica, niestety Mała nie może chodzić do niej, ani na zajęcia w szpitalnej szkole, bo podczas wysiłku pękają jej naczynia krwionośne w nogach. Leży więc sobie grzecznie w łóżku, wychodzi tylko do toalety.
Ma kolorowanki, kredki, książki i ćwiczenia ze szkoły - nie ma nudy. No i tablet - przydatny gadżet w szpitalu, można pograć w warcaby, kółko i krzyżyk, szachy... a Zaradna może wyjść spokojnie na pół godziny z sali :-)

Gorzej z Zaradną - cały dzień ma do dyspozycji tylko stołeczek, na noc na szczęście dostaje rozkładany leżak do spania. Urządziła więc sobie prowizoryczne biuro w szpitalu i jakoś daje sobie radę.

Co do choroby, poczytajcie o niej, Zaradni wcześniej o niej wcześniej nie słyszeli, a w szpitalu często się z nią spotykają i traktują bardzo poważnie.

Matka Sanepid poradziła żeby robić zdjęcia szpitalnych posiłków, te jednak nie są kontrowersyjne, może dlatego że Mała ma dietę wątrobową. Na śniadanie kanapka z wędliną, na drugie herbatniczki, potem lekka zupka i banan, na kolację kanapka z dżemem. Zjadliwe i do przeżycia :-)

Genialną sprawą w szpitalu jest darmowe wifi, dzięki temu dziecko może obejrzeć cos innego niż 5 kanałów na krzyż w płatnej telewizji, a opiekun ma kontakt ze światem zewnętrznym. Na wiele rzeczy można narzekać, ale pobyt w szpitalu jest o wiele przyjemniejszy niż za czasów, kiedy Zaradna była w wieku swojej córki.

Wszystkim trzymającym kciuki za Małą Zaradna serdecznie dziękuje i prosi o jeszcze, wszak przed nimi jeszcze 10 dni na oddziale (w wersji optymistycznej, o pesymistycznej na razie nikt nie mówi).

Ubezpieczenie szkolne - na co zwrócić uwagę?

Początek września, to czas podejmowania decyzji o ubezpieczeniu szkolnym dzieci. Warto pamiętać, że ubezpieczanie dzieci w szkole nie jest obowiązkowe. I całe szczęście, bo dzięki temu rodzice mogą samodzielnie wybrać ubezpieczyciela. Mogą dobrać odpowiedni wariant ubezpieczenia, optymalnie pasujący do aktywności swojego dziecka. Dlaczego Zaradna o tym pisze?  
(to NIE jest wpis sponsorowany) 
Bo zobaczyła taki oto kwiatek w ofercie, przedstawionej przez szkołę. Ubezpieczenie nie obejmuje wyczynowego uprawiania sportu - no i ok, pomyśli większość rodziców, których dzieciaki nie trenują profesjonalnie. Ale, ale .... trzeba doczytać, co ubezpieczyciel rozumie pod pojęciem wyczynowe uprawianie sportu:

 

widzicie drugi podpunkt? Jest to forma aktywności fizycznej PODCZAS ZAJĘĆ WYCHOWANIA FIZYCZNEGO odbywającego się w ramach planu lekcji w klasach/szkołach sportowych. Młody przed przeprowadzką na wieś, chodził do szkoły sportowej. Na lekcjach WF grali w nogę, 2 ognie, mieli zwyczajne ćwiczenia gimnastyczne. Tylko dlatego, że szkoła miała w nazwie "sportowa", te aktywności są uznawane przez ubezpieczyciela za wyczynowe uprawianie sportu.

Druga sprawa, to kwota ubezpieczenia. W tej samej ofercie, przy składce 27 zł, suma ubezpieczenia opiewa na 10.000 zł. 

I jak czytamy dalej:

 

Na koszty leczenia można otrzymać do 10% sumy ubezpieczenia, czyli do 1000 zł, ale ubezpieczyciel zastrzega, że za zakup leków/opatrunków  zwróci max 200 zł.

Ktoś powie, że przy składce 27 zł, to i tak dużo. Niezupełnie - warto zapoznać się z kilkoma ofertami, na rynku są dostępne ubezpieczenia oferujące znacznie więcej. Dzieciaki to nasze największe skarby. Dbajmy o nie, ubezpieczajmy z głową tak, żeby w sytuacji jakiegoś nieszczęścia, miały zapewnione środki na leczenie. 
Zaradna nie napisze gdzie ubezpieczyła dzieciaki, ale poda Wam kilka parametrów, jakie ma ich polisa:
- uszczerbek na zdrowiu: 500 zł za 1% (uwzględniane są również rany, oparzenia czy strata zęba stałego)
- pobyt ubezpieczonego w szpitalu - 100 zł za każdy dzień, licząc od pierwszego dnia
- zwrot kosztów leczenia i rehabilitacji - 7500 zł
- zwrot kosztów nabycia protez - 10 000 zł

Czytajcie, podejmujcie odpowiedzialne decyzje i mądrze ubezpieczajcie dzieci. Na koniec Zaradna życzy, obyście nigdy nie musieli z tego ubezpieczenia korzystać, ale wiecie "strzeżonego, Pan Bóg strzeże" :-)

P.S. A jakie kwiatki Wy znaleźliście w przedstawianych ofertach?