Strony

Prezent na roczek - stolik sensoryczny

Zaradna jakiś czas temu, pytała Was na FB o prezent na roczek. Wśród Waszych propozycji najbardziej przypadła jej do gustu tablica manipulacyjna/sensoryczna. Oto efekt pracy Zaradnego i dzieciaków:
Zamiast tablicy jest stolik:

Na stoliku są: 
  • świecąca lampka żółwik, 
  • tykający minutnik, 
  • 2 kręcące się kółka, 
  • 4 różnej grubości i kolorów liny do przeciągania, 
  • łańcuch do przeciągania, 
  • pudełeczko na małe skarby,
  • kilka zabawek dla maluchów: dzwonki, labirynt z kuleczkami, zegar z klockami i wieża. 
Zaradni mieli w planach jeszcze kilka elementów (rozsuwany zamek, taśmę z rzepem, zasuwkę do drzwi, dzwonek), jednak w trakcie pracy koncepcja kilkakrotnie się zmieniała. A zamek jest saszetce, w której chowane są pałeczki do dzwonków. Wszystko jest na stałe przymocowane do stolika.

Ile to kosztowało? Dużo. Niestety :-(  W planach był kwadratowy stolik, którego nie udało się załatwić na czas. Na szybko trzeba było wykombinować inny. 
  • stolik był najdroższy - 120 zł.
  • farby bezpieczne dla dzieci: 2 kolory po 25 zł, z czego Zaradni użyli tylko jednego. 
  • Zabawki i duperelki z marketu budowlanego to kolejne 100 zł. 
Razem ok 270 zł.... Kolejny raz Zaradni zmieściliby się 200 zł.

Przygotowywanie takiego prezentu to czysta przyjemność. Mała sąsiadka też jest zadowolona :-) Zaradna jeszcze raz dziękuje za wasze rady i propozycje!

Żmije i zaskrońce

Zaradna narzekała na komary... otóż drodzy Czytelnicy, komary to pikuś. Od dziś Zaradna złego słowa na nie nie powie. 

Niedzielny poranek, słoneczko świeci, wybrali się Zaradni na spacer do pobliskiego lasu. Dłużej im zeszło z dojazdem do lasu (a mają go na końcu swojej drogi), niż na spacerze.

Zaradna trafiła na młodą żmiję zygzakowatą, zrobiła dwa kroki i obok drzewa zobaczyła drugą. Bała się obejrzeć za siebie, bo co krok to nowe dziadostwo leżało. Z duszą na ramieniu poprosiła Zaradnego:
- wyprowadź mnie stąd....

Zaradny migiem wskazał drogę na leśną ścieżkę, którą defakto dookoła, ale "bezpiecznie" mieli wrócić. Idzie Zaradna na miękkich nogach, nie chce pokazać dzieciakom jak bardzo się boi, a tu na środku dróżki wygrzewa się zaskroniec. To tak spotęgowało strach Zaradnej, że już w każdym patyku widziała krwiożerczego stwora.
  • Tak, Zaradna wie, że zaskroniec jest niejadowity nic człowiekowi nie zrobi.
  • Tak, Zaradna wie, że młoda żmija jest pokarmem choćby dla jeża i nie skoczy człowiekowi do gardła.
Niestety jak włączy się panika, człowiek przestaje myśleć racjonalnie. Przed oczami Zaradna miała sceny z filmu "Węże w samolocie"
Zdjęć z lasu z oczywistych względów nie ma. I nie prędko Zaradna znów pójdzie tam na spacer. Bryyyyyy!!!!!!!!

Dopisek:
to zdjęcia zaskrońca, padalca i żmii zygzakowatej. Niby różnice widać gołym okiem, ale mając duszę na ramieniu Zaradna będzie brała nogi za pas, bez zbędnego przyglądania się.

zaskroniec

padalec

żmija zygzakowata


W męskich gaciach

Zaradna od marca chodzi na wsiowy fitness. Chodzi regularnie i fika nóżka w prawo, nóżka w lewo, niedługo zacznie zakładać ją za głowę. A jak fika to i chudnie :-) Jak chudnie, to jej getry zaczynają wyglądać tak:
Poszła więc do sklepu i szuka rozmiaru L. Czaicie to - L!!!! Ale wracając do meritum. Jak była gruba i szukała XXL/XXXL to nie było. Same M, L, ewentualnie XL wisiały na wieszakach. A jak schudła i wreszcie mogła wciągnąć na zad wymarzone L... to na wieszakach wiszą XXXL albo S, XS i XXS. Ani jednych gaci w normalnym rozmiarze. Ani jednych w przystępnej cenie, bo łyżwy i trzy paski po 150 to i owszem były.
Zła i zrezygnowana Zaradna wychodzi ze sklepu, idąc "męską" alejką. Zaradny pokazuje wieszaki i mówi, że faceci takich problemów nie majo - u nich wiszą gacie w każdym rozmiarze. 
I nagle eureka - Zaradna obejrzała galoty z każdej strony, zobaczyła, że nie majo kieszonki na klejnoty i tak oto od wczoraj fika na fitnesie w męskich gaciach :-)
W dodatku były tańsze o dychę od babskich :-D

Kleszcze i komary

Wsi spokojna, wsi wesoła - pełno kleszczy i komarów dookoła :-(
Zaradna wiele razy pisała, że kocha swoje nowe miejsce na ziemi, że wieś to, że wieś tamto. Są też ciemne strony wsi, niestety. Tu piękny las, cudne stawy, świergot ptaszków itp. a tu chmary komarów i wszędobylskie kleszcze. Taki urok wsi niestety. Fajnie jest usiąść wieczorem przy grillu, zrelaksować się po ciężkim dniu pracy, ale od razu słychać charakterystyczne bzyczenie. Albo jak się podjedzie z kosiarką pod tuje, lekko wstrząśnie rośliną, to nagle całe chmary wylatują, niczym ptaki u Hitchkocka. 
Aby wytrzymać wieczorem na podwórku, to trzeba się porządnie uzbroić. Zaradna używa pałek które się podpala i wtyka np w trawnik. W domu ma elektryczne odstraszacze wsadzane do kontaktu, a na wyjścia do lasu/nad wodę spraye. No i szczypce do wyciągania kleszczy, ale głównie pies był nimi obsługiwany i raz Zaradna.

Pojechali raz Zaradni w odwiedziny do znajomych, również na wieś. Różnica taka, że tamta miejscowość jest położona na równinie, wśród pól a nie lasów i stawów. Siedzą sobie wieczorem, rozmawiają i coś Zaradnym nie gra. Nie ma żadnych odstraszaczy na komary... bo nie ma ich w pobliżu!

Oooo i ciekawostka dot. obroży przeciwko pchłom i kleszczom: dopóki pies ją nosił, to złapał 4 kleszcze, a po zdjęciu kilka tygodni temu, nie złapał ani jednego. A tyle samo lata po parku i krzaczorach wszelakich, co wcześniej z obrożą :-)

A jakbyście znaleźli w jakimś markecie promocję na pałki na komary, to szybciutko dajcie znać Zaradnej bo co wieczór schodzą u niej 2-3 pałki. Mnożąc to przez ilość wieczorów w sezonie... sami wiecie.

I jeszcze jedno - używaliście kiedyś opasek/bransoletek odstraszających komary? Działają? Jeśli tak, to jaką firmę polecacie?

bakterie z dłoni ośmiolatki - strach się bać

Wczoraj Zaradna chwaliła, że jej dzieciaki spędzają całe dnie na podwórku, a dzisiaj znalazła to:


Strach się bać! Gonić do mycia co pół godziny? Zaopatrzyć w żele antybakteryjne? Olać i liczyć na układ odpornościowy? Gdzie jest granica zdrowego rozsądku, a gdzie zaczyna się nadgorliwość tudzież nieodpowiedzialność? Jak żyć moi drodzy?

pitu - pitu

Zaradna siada do komputera, zabiera się za pisanie, kasuje, odchodzi, znów siada, znów kasuje.... weny brak. A przecież jest tyle rzeczy do opisania:

- dzieciaki kolejny raz zostały wyróżnione na koniec roku - hip, hip - hurra :-)

- Młody jest mistrzem matematyczno-szachowym, siadając do planszy, mówi w ilu ruchach pokona przeciwnika i naprawdę rzadko kiedy się myli :-)

- Mała (już nie taka mała, przerosła starszego brata) ma predyspozycje na akrobatkę - jeździ na rolkach jednocześnie podrzucając i kręcąc hula-hop, chodzi na tańce z hip-hopu a od września chce dołączyć także do grupy break-dance i kręcić się na głowie :-)
 
Generalnie dzieciaki na wsi spędzają niemal cały wolny czas na podwórku, ich rozwój fizyczny nabrał błyskawicznego tempa. Całymi godzinami wydurniają się u sąsiadki w basenie, jeżdżą na rolkach, rowerze, skaczą na trampolinie, grają w piłkę, badmintona - wchłaniają witaminę D ze słońca i korzystają z wolnego ile tylko się da.
I tu Zaradna zauważyła kolejną odmienność względem wychowywania dzieci w mieście i na wsi. Miastowe mamy przed wyjściem na podwórko smarują dzieciaki kremami z filtrem, zakładają czapeczki, okularki itp. Na wsi mamy otwierają drzwi... i tyle. I dotyczy to również całkiem małych dzieciaczków. Który sposób lepszy? Czas pokaże. 

Jedno jest pewne - "wsiowe" dzieciaki mniej chorują. Frekwencja w okresie jesienno-zimowym, w wiejskiej szkole jest o wiele wyższa niż w miejskiej. Zaradna pisze o chorobach typu przeziębienie, grypa, zapalenie oskrzeli, bo jak była ospa, to wykosiło pół klasy.

Zaradni myśleli, że dzieciaki już się całkiem "zewsiły", ale co to, to nie - kiedy na wycieczce rowerowej oblazły ich małe muszki, darły się w niebo głosy i uciekały jakby ich przynajmniej grizzli gonił. A uciekali nie na rowerach, tylko z rowerami w rękach :-D

Na koniec dialog ojca z synem - humorystyczna edukacja anatomiczna:
Zaradny wyjaśnia Młodemu, że mężczyzna ma głowę i główkę. Głowa na karku, główka w majtkach.
- hurra, mam 2 głowy - cieszy się Młody - ciekawe, w której mam mózg? - dodaje po chwili namysłu
Zaradni poskładali się ze śmiechu. Póki co w tej większej, mruknęli do siebie porozumiewawczo.

Ozonator i jonizator powietrza - czy to działa?

100 lat temu Zaradna popełniła wpis o ozonatorze, a Wy do tej pory pytacie ją o to urządzenie i wrażenia. Postanowiła więc zebrać Wasze pytania do kupy i odpowiedzieć na forum:

- czy ozonator działa?
- no działa. Włącza się go do prądu, ustawia opcje i działa ;-)

- czy powietrze rzeczywiście "śmierdzi" po ozonowaniu?
- zdaniem Zaradnej tak, gusta są różne, ale fiołkami toto nie pachnie :-) Ważne, żeby stosować się do instrukcji i po ozonowaniu wywietrzyć pomieszczenie, zanim zacznie się w nim przebywać.

- czy rzeczywiście czuć efekty ozonowania?
- dzieciaki Zaradnej miały zdecydowanie mniej infekcji typu gluty do pasa, zapalenie oskrzeli itp. Kilka wizyt mniej w aptece i koszt ozonatora zwraca się z nawiązką. Poza tym po ozonowaniu czuje się więcej energii.

- czy Zaradna była zadowolona ze swojego modelu?
- Zaradna miała ten na pierwszym obrazku, ale teraz rozważyłaby ten na drugim (po kliknięciu na fotki przeniesiecie się na strony produktów i będziecie mogli poczytać dokładnie, co który ma): 
 

Pierwszy ma dodatkową funkcję jonizowania, drugi natomiast ma większą moc ozonowania, przy stosunkowo niewielkiej różnicy w cenie.

Warto dodać, że są tam dostępne ozonatory również o przemysłowej mocy, więc jak ktoś myśli o założeniu firmy usługowej, serwującej usługi ozonowania, to niech tam zajrzy. Urządzeń jest do wyboru, do koloru. 

Zaradna mieszkała na poddaszu, w dzielnicy starych kamienic. Mieszkanko było urokliwe, ale w sezonie grzewczym, tony pyłów z kominów zasmradzały powietrze. Bardzo się tam przydał. Po przeprowadzce na wieś nie korzystała z niego. Tu raczej rozważa zakup jonizatora o dużej mocy. Oczyszcza on powietrze z pyłków i kurzu, a tych podczas pylenia sosen miała po kokardę.
Jeżeli ktoś z Was ma taki (lub podobny) jonizator, niech dzieli się wrażeniami z Zaradną i z innymi Czytelnikami. Zwłaszcza jeśli ktoś ma to ustrojstwo i mieszka w pobliżu parku/lasu, gdzie rosną lipy i sosny.

Cóż więcej dodać? Jeśli macie w domu dzieci (zwłaszcza małe), warto zainwestować. Jeśli macie zwierzątka, psy, koty, gryzonie - to również. Jeśli natomiast Wasze mieszkania/domy są sterylnie czyste, nie macie żadnych alergii, nie walczycie z permanentnym katarem czy chorobami oskrzeli/płuc - Zaradna by odpuściła, to Wam nie będzie potrzebne do szczęścia :-)