Strony

Majówka 2017

Tegoroczną majówkę Zaradni zaliczają do bardzo udanych, chociaż końcówka kwietnia tego nie zapowiadała. Sprawdziło się przysłowie, kwiecień plecień, bo przeplata - trochę zimy, trochę lata :-)

Zaradni z dzieciakami poszli na spacer po okolicy i trafili nad cudowne stawy. Tak piękne miejsca mają raptem 3 km od domu. Drugiego dnia zrobili to samo, ale wzięli rowery i zwiększyli dystans.



Kolejnego dnia zwiedzili Jurapark w Krasiejowie. Jakbyście szukali fajnej miejscówki na spędzenie czasu z dzieciakami, na Opolszczyźnie - wbijajcie tam bez wahania. I koniecznie zarezerwujcie sobie na to caaaałłłyyyyy dzień.


A wiecie skąd się wzięły dinozaury na Opolszyźnie? Odkrycia dokonano w odkrywkowej kopalni iłów należącej do cementowni "Opole". Miejsce okazało się jednym z najbogatszych na świecie stanowisk triasowych kręgowców. Kopalnię zamknięto, postawiono pawilon dla naukowców, a następnie rozbudowano go na największy tematyczny park rozrywki w Europie.


Oprócz pawilonów i ścieżek edukacyjnych, są atrakcje rodem z wesołego miasteczka (karuzele, łódź piracka - Zaradna darła się na niej najgłośniej ze wszystkich, po czym ledwie z niej wyszła, bo miała nogi jak z waty). Jest co zjeść, co wypić a także najbardziej zajebisty plac zabaw, jaki Zaradna widziała w życiu. Zdecydowanie warto, zresztą popatrzcie sobie sami http://www.juraparkkrasiejow.pl/atrakcje/!

Rok na wsi i życie bez TV

Nie mamy TV i dobrze nam z tym. Mamy czas na spacer, rower, kawę na świeżym powietrzu. Chodzimy do wsiowej biblioteki, która ku naszemu zaskoczeniu kupuje świeżutkie bestsellery. Ba, można nawet sobie zamówić książkę na własne życzenie :-)
Dzieciaki chodzą na piłkę nożną, plastykę, tańce i od niedawna judo. Młoda nawet jedzie ze swoją grupą na jakiś konkurs hip-hop-siupowy. Ja chodzę na fitness, mimo że nadal odstaję gabarytowo i kondycyjnie od grupy. Nie poddaję się. Wszystko w zasięgu naszej wsi.
Czas tu płynie zupełnie inaczej, ludzie mają inne priorytety. Życzliwi, uśmiechnięci - chociaż są też sąsiedzkie intrygi, ale tym się nie przejmujemy. Jednym uchem plotki wpadają, drugim wypadają, a my robimy swoje i chłoniemy z tej wsi, wszystko co najlepsze.
Jak już poznaliśmy się bliżej z tutejszymi mieszkańcami, to przyznali, że z początku traktowali nas jak jak dziwolągi. Nie mogli uwierzyć, że z miasta przeprowadziliśmy się na ich wieś i jesteśmy zadowoleni. Teraz nie wierzą, że żyjemy bez TV.  Wprawdzie mamy odbiornik i czasem oglądamy jakiś film na dvd, ale nie mamy anteny, ani naziemnej, ani satelitarnej. 
No cóż, mija rok, a nasze zadowolenie nie. Mało tego, wciąż odkrywamy jakieś fajne miejsca, osoby, wydarzenia :-)

04/04

04/04 - rocznica ślubu z Zaradnym. Ile to już lat? Osiem po ślubie... ależ ten czas leci. Dopiero co chodziliśmy na randki... Zresztą długo się nie nachodziliśmy, bo po 3 tygodniach zamieszkaliśmy ze sobą.

Potem urodził się Młody, w brzuchu zamieszkała Mała i dopiero poszliśmy się hajtnąć. Ot tak, bez setki gości, bez wesela, tylko my i świadkowie. Rodzicom powiedzieliśmy po fakcie. I tak czas leci, pędzi jak szalony. Dobrze nam ze sobą, i oby było tak jak najdłużej. 

04/04 założyłam też dg. Lubię łatwe daty do zapamiętania. Dzieciaki przyszły na świat 10/6 i 6/10. 

W niedzielę stuknie nam rok na wsi, ale w tym przypadku czuję, jakbym mieszkała tu od zawsze. W ogóle nie tęsknię za miastem. Jak tam jadę, to wkurza mnie brud, korki, hałas, smutni ludzie na ulicach. 

Bardzo chciałam mieć jeszcze jedno dziecko. Z wiekiem hormony szaleją, jakby ciało czuło, że teraz albo nigdy. I strasznie trudno pogodzić się z tym, że jest się po tej drugiej stronie. 

Ostatnio przewijał się u nas temat ubezpieczeń. Dom pod kredyt, my na życie. Tak myślałam, co będzie z dzieciakami, jak nam się coś stanie. Młoda wchodzi w ostrą fazę buntu, widać że potrzebuje uwagi. Dziwne myśli i niepokoje ostatnio mnie nachodzą. Dobrze, że mamy we wsi fitness, tam jedyne o czym myślę, to jak dotrwać do końca ćwiczeń. 

I niby jest wszystko ok, ale jednak nie jest. Niby ze wszystkim sobie radzę, ale jednak nie radzę. Czuję, że się miotam.

...jednakowoż wypłaty frazeologizmami są dostatecznie przesadne....

Zaradna zajrzała dzisiaj na blogu w zakładkę spamowych komentarzy. Siedzi i sika ze śmiechu, zresztą sami poczytajcie: 

"Zaprzeczenie akceptujmy pozostałej takich indywidualnych wycieruchów, bądź dalszoplanowej bluzki lecz stąd, że ich pańszczyzna egzystuje parterowa.

"W niniejszy porządek zaśmiecamy bezpośrednią szafę tudzież wypełniamy ją okryciami, których a istotnie nie wbijemy."

"7. Dobę partie toż najwspanialszych etap na szykowność perełek, jednakowoż wypłaty frazeologizmami są dostatecznie przesadne."

"O dawniej ocenić okres włożenia, zastanowić się a przyrównać ją do sumy, które  posługują nam sieciówki. Prawdomówność, że ułatwia w przystąpieniu dyspozycji?"

"Wózek umeblowany jest w dostatecznie wytężony pawlacz dokonany z grupy, jaki zlokalizowany egzystuje na zadzie uzasadnienia,"

"lamus zamożna zakorkować przez naciągnięcie troku, jaki domyka brzeg schowka do wstawiennictwa"

"Zebrane niedoświadczone, niekwitnące rośliny (szczególnie pokrzywy) wsuwamy obszernie w beczce drętwej, syntetycznej lub wiadrze"


I co ich autorzy mieli na myśli?

Jak Zaradna na fitness poszła :-D

Zaradna namówiona przez koleżanki, poszła na fitness. Taki wiejski, w szkolnej sali gimnastycznej. Yesuuuu, co tam się działo.
Trzeba zacząć od tego, Zaradna doświadczenie w fitnesie ma niemal żadne. Wprawdzie była raz w super wypasionym miejskim klubie, kupiła karnet na miesiąc z góry. Weszła na zajęcia, wielka sala cała w lustrach, stepery, piłki, śmiłki - everything z górnej półki. Zaczęła się rozgrzewka, dwa kroki w prawo, 3 kroki w lewo, jakiś podskok i Zaradna padła jak długa. 
Dopadł ją taki skurcz, że miała nienaturalnie wygiętą kostkę i wyła z bólu. Na szczęście obok była siłownia, prowadząca zawołała dwóch silnych przystojniaków. Wynieśli Zaradną, położyli na kanapie, jeden podawał magnez do picia, drugi z oliwką rozmasowywał nogę. Cudnie było. Na kanapie z mięśniakami, bo na fitness Zaradna nie wróciła. Ani tam, ani nigdzie indziej.

Aż do wczoraj. Wiejska szkoła, sala gimnastyczna, zero sprzętu, każdy przynosi swoją karimatę, wodę i ręcznik. Przyjeżdża babeczka ze sprzętem grającym i jedzie z koksem.
Ćwiczące w różnym wieku, młodsze, starsze, chudsze, grubsze - pełny przekrój polskiej wsi. Fikają jak tralala, nóżka w prawo, nóżka w lewo, przysiady, wykroki i co tam jeszcze. I Zaradna wśród nich. Wszyscy w prawo, ona w lewo, wszyscy dół, ona w  górę, coś na kształt tego: 


I ćwiczenia, w trakcie których Zaradna mało nie padła:

Prowadząca mówi co i jak, pośladki w górę, przytrzymać, opuścić 1 cm nad podłogę, ale ich nie kłaść i znów w górę. Zaradna spina się cała w sobie i ledwie podnosi pośladki na ten 1 cm nad podłogę, a co z resztą ćwiczenia? Doopa. Gruuuba doopa.
I skłon. No co może być trudnego w zwykłym skłonie? A no to, że nie da się zrobić skłonu z oponą na brzuchu i cyckami w rozmiarze 90 HH!

W trakcie zajęć Zaradna ledwie zipiała, była zdyszana... nie to złe określenie - łapała powietrze jak ryba wyjęta z wody, pot leciał ciurkiem, miała mroczki przed oczami - a może to byli bracia Mrok? Prowadząca kilka razy pytała czy wszystko ok i wiecie co? Było super! Jutro kolejne zajęcia :-D

Hity od Chińczyka z Aliexpress + najlepszy zakup ever

Zaradna pokochała zakupy na Aliexpress :-) Patrząc na pochodzenie produktów na sklepowych półkach, większość jest made in China, więc czemu nie kupować wprost od Chińczyka? Zaradna kupiła i z czystym sumieniem poleca (każde zdjęcie jest podlinkowane do aukcji): 

Odblaskowe sznurówki (świetna sprawa w sezonie jesienno-zimowym, kiedy na dworze szybko robi się ciemno) za 2,50 zł + darmowa wysyłka! Na Allegro, identyczne (nawet to samo zdjęcie jest wstawione w aukcji) za 13,99 zł z przesyłką. Kupując kilka par (dla każdego domownika po 1-2, w zależności od rodzaju butów jakie noszą), oszczędność jest oczywista.