Strony

Zaradna Mama mówi NIE + dopisek

Zaradna Mama mówi swoim dzieciakom NIE. Nie staje na głowie, żeby spełnić każdą ich zachciankę, nie poddaje się gdy próbują wymusić coś na niej płaczem. Nie nabiera się na wielkie smutne oczy (już nie, bo wcześniej to różnie bywało). 

Czasem Zaradna odmawia, nawet jeśli dane żądanie dziecka jest możliwe do spełnienia. Zaradna wychodzi z założenia, że nikt nie dostaje w życiu wszystkiego, na co ma ochotę, choćby nie wiem jak bardzo się złościł i tupał nogami. Im szybciej dziecko zaakceptuje ten fakt, tym łatwiej będzie mu w przyszłości. W ten sposób od małego, na gruncie rodziny dziecko uczy się jak reagować w takiej sytuacji, jak rozładować złość, rozczarowanie itp. 
Zaradna wychodzi z założenia, że łatwo jest rozpieścić dziecko do granic możliwości, tylko co dalej? Dziecko pójdzie do szkoły i tam zderzy się brutalnie z rzeczywistością, bo nikt nie będzie na każde jego skinienie i nikt w podskokach nie spełni każdej jego zachcianki.  Wtedy młody człowiek nie wie wtedy o co chodzi, wcześniej powiedział i miał, a teraz co? Albo przyjmie bierną postawę i uzna że nic w życiu nie osiągnie, albo zacznie wymuszać swoją wolę agresją. Tak źle i tak niedobrze. Dlatego dzieciaki Zaradnej od małego wiedzą, że pewne rzeczy są dla nich dostępne, inne nie. Nawet, jeśli ma je kolega z przedszkola.
Oczywiście Zaradna Mama wychowuje dzieci rozsądnie i bez popadania w przesadę, nie odmawia dzieciom wszystkiego i na każdym kroku, ale tak jak ona nie ma 20 par szpilek, tak dzieciaki nie muszą mieć 30 maskotek z tej samej serii. Inni mają nawet 300 par butów i 500 maskotek - ok, ale nie Zaradni ;-)
A jak to jest w Waszych domach? Kto ma decydujący głos - rozsądek rodziców, czy płacz i tupanie dzieci?

dopisek:
Zaradna Mama właśnie czyta wiadomości, sprawdza pocztę, FB i co widzi? Dokładnie pół godziny po Zaradnej, Superniania czyli Dorota Zawadzka wrzuciła na FB link Jak odmawiać dziecku  :-) Czyżby dzisiaj był dzień mówienia NIE? :-) 

Zaradna pozdrawia wszystkich rodziców, którzy opanowali tą trudną sztukę oraz tych, którzy jeszcze nad tym pracują :-)

15 komentarzy:

  1. I słusznie. Reguły są potrzebne i słowo "nie" również.

    W naszym domu również dziecko wie że czasem usłyszy od mamy "nie", wie że są rzeczy których po prostu nie wolno i koniec! A że zdarzają się momenty w których syn mamy będzie swoją złością okazywał sprzeciw - to nic mu nie pomoże bo mama syna jest bardzo uparta - nawet bardziej niż jej syn :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To widzę, że wyznajemy podobne zasady :-) Cieszę się, bo czasami moja mama mnie strofuje, ale ona to by rozpieściła wnuki jak dziadowskie bicze :-)

      Usuń
  2. My też mówimy NIE :) Czasami zdarza się nam ustąpić (sporadycznie ale jednak) - pracujemy nad tym jednak :) Nie ustępuję jednak nigdy gdy Emila wpada w furię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dobrze :-) Moja córa raz zrobiła przedstawienie w sklepie, ryczała (bo to trudno nazwać płaczem) i padła na kolana wrzeszcząc o jakąś rzecz. Wyszłam z panną pod pachą i na tym był koniec zakupów. W takiej chwili trudno dziecku coś wytłumaczyć, w dodatku grono "Życzliwych" doradców rośnie z sekundy na sekundę, więc atmosfera robi się gęsta. Na szczęście taka sytuacja więcej się nie powtórzyła :-)

      Usuń
  3. Moje dziewczyny są już na tyle duże, że jak mówię nie to nie ma buntu, płaczu, że one coś chcą, ale to jest to co napisałaś, od małego tak było i pozytywne efekty widać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje maluchy są jeszcze małe. Syn już rozumie, że nie znaczy nie, ale córa jeszcze próbuje naszą siłę charakteru :-)

      Usuń
  4. Ja mam to dopiero przed sobą, ale jak najbardziej zgadzam się z twoim podejściem i zamierzam stosować w swoim domu. Ale jak mi to wyjdzie? Zobaczymy. W pracy pedagoga większość zasad, które wyznaję udawało mi się przestrzegać, ale wiadomo, że z własnymi dziećmi jest inaczej. Trudniej o konsekwencję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, zgodnie z zasadą "kucharz w domu nie gotuje", to pedagodzy/psycholodzy/nauczyciele mają trudniej :-) ja też jestem z tej "branży", więc wiem o czym mówię ;-)

      Usuń
  5. ja się staram ale różnie to wychodzi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najważniejsze, że się starasz :-) U nas też na początku różnie bywało, czasem dla świętego spokoju ulegaliśmy, ale na dłuższą metę to nie jest dobre rozwiązanie. Dziecko szybko uczy się, że może coś wymusić i ochoczo z tego korzysta :-)

      Usuń
  6. Pracuję nad tym, ale wychodzi...naprawdę kiepsko...:/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pracuj, pracuj, efekty są warte ciężkiej pracy :-)

      Usuń
  7. U nas z ty NIE jest problem. Bo ja się nie zgadzam, ale zawsze znajdzie się ktoś (babcia, ciocia, wujek), kto i tak spełni prośbę mojego dziecka. I w efekcie mój 5,5-latek dalej wpada w sklepie w histerie :P

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja mam nadzieje, że będę zarówno ja jak i Mąż będziemy potrafili odmawiać. W sumie najbardziej boję się, takiej sytuacji "sklepowej" - wielki płacz, rzucanie się na podłogę ... i ludzie z "dobrymi" radami :(

    OdpowiedzUsuń