Strony

Sprzedawanie / oddawanie jajeczek

Zaradna Mama dostała wiadomość, z prośbą o publikację jej na blogu. Oto ona:

"(...)wiele jest kontrowersji na temat sprzedaży jajeczek do in vitro,jest wiele przeciwników jak i zwolenników... ja jednak może zaczne od początku...jestem młodą mamą,ślicznej zdrowej córeczki,ciesze sie ze mam dar bycia mamą,nigdy nie mogłam zrozumiec dlaczego tak jest,że kobiety,które nie chcą miec dzieci rodzą na potege...a te które chcą miec taką malutką kruszynke pod swoim sercem,mimo wielu prob nie mogą tego doznać a państwo w dodatku im tego nie ułatwia...;/ zawsze chciałam zrobić cos dla kogos tak poprostu,bezinteresownie...do momentu,kiedy oglądałam pewien popularny program w tv,właściwie to nawet nie byłam ciekawa,dopóki nie usłyszałam wywiadu z pewną Panią,która opowiadała swoja historie związaną z in vitro,o ogromnych kosztach i problemach...nie pamietam dokładnie co mówiła,jednak pamiętam to,jak wspominała ze musiała wraz ze mężem zapłacic dośc duże pieniedze dla Pani za oddanie dla nich jajeczka...dla mnie było to nie zrozumiałe,jak tak można...po skończonym wywiadze Pani Kasia apelowała o pomoc finansową,by uzbierac wystarczające srodki na zabieg,na koniec podała swojego maila i nastąpił koniec tego spotkania.Poruszyło mnie to ogromnie,pomyślalam ze moge jej jakoś poóc...za jakiś czas napisałąm maila do Pani Kasi,ze nie mam srodków finansowych żeby ją wspomóc,jednak jestem gotowa oddac jej swoje jajeczko całkiem za darmo,tak od serca,by ona tez mogła zaznac tego cudownego doświadczenia jak bycie mamą...nie chcem pieniedzy,poniewaz nie czuła bym sie z tym dobrze,pod względem moralnym ,,sprzedając swoje geny''' gdyt powidziałam o tym bliskim,uznali,ze jest to moja sprawa,a oni bedą mnie wspierać w każdej decyzji jaką podejme...po przeczytaniu tego listu zjadzie sie pewnie większa gruba ludzi,którzy mnie skrytykuje,jednak moze znajdzie sie kilka osob,ktore mnie zrozumie-dlatego prosze cie zaradna mamo o skopiowanie mojego listu i umieszczenie go na swoim blogu,chcem widziec jaka jest reakcja społeczności na ten temat...z góry dziekuje Monika"

Zaradna też jest ciekawa, co o tym myślicie? Oddałybyście swoje jajeczko innej kobiecie? Rozważałybyście jego sprzedaż, w trudnej sytuacji finansowej? Banki spermy są powszechne (przynajmniej na Zachodzie), co myślicie o bankach jajeczek? Czy mając problem z zajściem w ciążę, skorzystałybyście z jajeczka innej kobiety?

30 komentarzy:

  1. Tonący brzytwy się chwyta, więc pewnie bym skorzystała, gdyby nie było najmniejszych szans, abym miała Dzidzi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A szukałabyś dawczyni po rodzinie, czy wolałabyś obcą osobę?

      Usuń
    2. Ja jeżeli już bym się zdecydowała na coś takiego to wolałabym jajeczko od kogoś obcego chyba.

      Usuń
    3. Ja chyba bym wolała od obcego, ale z dobrym rodowodem, że tak to ujmę ;)

      Usuń
  2. To bardzo trudny i delikatny temat. Z tego co mi się wydaje zarówno sprzedaż jajeczek jak i zarodków jest w Polsce niedozwolona (czyt. karalna). Można oddać, ale za darmo i to anonimowo (chyba nie ma już opcji 'ze wskazaniem').

    Jest to bardzo piękny gest i bardzo popieram panią Monikę. Niemniej nie każdy potrafiłby się na to zdecydować. Dla jednych jest to tylko jajeczko, które może sprawić, że inna kobieta zostanie Matką. Dla innej kobiety są to jej geny i zawsze istnieje obawa, że ta kobieta będzie się zastanawiała jak wygląda to dziecko, czy jest do niej podobne, czy nie doznajde jakiejś krzywdy, czy ma dobrze w życiu...może będzie po latach chciała je odnaleźć...??
    Jest to bardzo trudna decyzja i bardzo podziwiam kobiety, które się na to decydują, sama należę do tych wahających się - z jednej strony to piękny gest serca, z drugiej chyba dla mnie byłoby to duże obciążenie psychiczne, może jest to kwestia tego, że do takiej decyzji trzeba dojrzeć.
    Natomiast mam wśród swoich znajomych koleżankę, która nie może mieć swoich dzieci i rozważa adopcję komórki jajowej. Wiem ile ta dziewczyna przeszła i bardzo mocno trzymam za nią kciuki by jej marzenie się spełniło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie jest karalne, w Polsce brak sprecyzowanych przepisów w tej kwestii, więc co nie jest zabronione, to jest dozwolone :-) Co do reszty, jeszcze czytam i rozmyślam. Chyba temat pasożytów był łatwiejszy ;-)

      Usuń
    2. Zaradna skoro istnieje szara strefa to chyba jednak nie jest to do końca legalny proceder. Niemniej mojej znajomej, powiedziano że jeśli zdecyduje się na wykorzystanie komórki dawczyni będzie to opcja anonimowa i bezpłatna (tzn. nie płaci dawczyni a same koszty zabiegu i przygotowania). Wydaje mi się, że kliniki same regulują to w taki sposób, by nikt w przyszłości nie miał zarzutów - mimo że jak wiadomo prawo nie działa wstecz.

      Usuń
    3. Zabronione jest sprzedawanie organów i narządów, jajeczka (gamety) temu nie podlegają. jest to etycznie dwuznaczne, ale nie karalne. Szara strefa istnieje z powodu takiego a nie innego traktowania invitro w Polsce. Mam nadzieję, że takie sprawy będą wkrótce uregulowane :-)

      Usuń
    4. Na to bym nie liczyła. Rząd już chyba z 5 lat 'buja' się z projektem ustawy. Temat co jakiś czas wypływa, a potem znów cisza.
      Także chyba niewiele się zmieni w tej kwestii w najbliższym czasie (obym się myliła)

      Usuń
  3. Ja jestem ogólnie za in vitro, dla tego temat zupełnie mnie nie bulwersuje. Co do własnego jajeczka to nie wiem, chyba bym sie bała że mój syn kiedys tam natknie się na własną "siostrę" i zeche sobie z nią ułozyc życie. Bałabym sie tego. Choć na nie nie jestem jesli chodzi o innych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jeszcze nie mam wyrobionego zdania. Z jednej strony mąż jest honorowym krwiodawcą, jesteśmy gotowi do oddania narządów do przeszczepów po śmierci, z drugiej tu chodzi o geny...

      Usuń
  4. pani Moniko... Oddanie jajeczka nie jest takie proste jak odanie nasienia. Przez cały miesiac bierze sie bardzo mocne hormony sa to 3 zastzryki dziennie w brzuch a po około 3 tygodniach idzie sie na zabieg pod pełną narkozą wyciagania komorek jajowych, ktory nazywa sie punkcją. Nie wiem czy jest pani swiadoma ze takie zabiegi i sama stymulacja hormonalna nie jest obojętna dla organizmu, i ze potem musi byc pani pod opieka ginekologow. Tutaj nie ma co sie zastanawiac czy brać za to pieniądze czy nie tylko czy jest pani zdolna zrobić cos takiego. Oddac swoje geny komuś. Co by pani zrobiła gdyby córka pani lub syn zakochal sie przypadkiem w corcze czy synku tej pani ktorej oddala pani komórke... prawie jak kaziroctwo... To nie jest pojscie i oddanie krwi, albo swojego narzadu... to jest kwestia do przemyslenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie czytam o tym, jak to wygląda "od środka". Jest masa ludzi szukających i oferujących jajeczka. Kwestia wynagrodzenia to jedno, ale właśnie sposób pozyskania jajeczek jest bardzo obciążający kobietę :-/

      Usuń
  5. Zabieg punkcji jest owszem wykonywany w narkozie, ale nie pełnej, tzn. nie wymaga to intubacji i kilkugodzinnego 'wracania do siebie'. Pobieranie jajeczek trwa kilka do kilkunastu minut i jest to płytka narkoza, po której po około 2 godzinach pacjentka o własnych siłach może wrócić do domu. Moja znajoma wracała po tym sama autem, może mało odpowiedzialnie ale czuła się zupełnie normalnie.
    Natomiast co do spotkania dziecka, z 'przyrodnim' bratem lub siostrą... cóż istnieje takie ryzyko. Niemniej biorcy komórek są tak dobierani, że zwykle są to pary z innego krańca kraju niż dawcy. Jednak ryzyko jest zawsze. To faktycznie trudna kwestia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha, ja mam przyrodnie rodzeństwo i bez tego ;-)

      Usuń
    2. Tyle że Ty o tym wiesz :) A jak się dzieciaki spotkają np. na obozie i zakochają w sobie żyjąc w niewiedzy to już trochę gorzej ;/
      Niby takie spotkanie jest mało prawdopodobne, ale jednak możliwe.

      Usuń
    3. No i ja mam siostrę a moja orientacja jest zdecydowanie heteroseksualna :-)

      Usuń
  6. Ja miałam problemy z urodzeniem dziecka i zastanawiałam się już nad adopcją. Dla mnie zarodek jest już człowiekiem dlatego in vitro nie jest dla mnie dobrą metodą. Pamiętam jednak, że kiedy byłam już w zaawansowanej ciąży i cieszyłam się tym stanem i tym że mam takie ogromne szczęście, że mogę urodzić swojego synka pomyślałam o kobietach, które tak bardzo tego pragną, że decydują się na in vitro i poczułam, że rozumiem ich desperację. Choć na 100% ja nigdy bym się nie zdecydowała w wyżej wspomnianego powodu, a także dlatego, że jest to zabieg który jest bardzo niebezpieczny dla zdrowia kobiety i tak naprawdę skuteczność jest 30%. Poza tym jest przecież tak wiele dzieci które czekają na adopcję, którymi można się zaopiekować. Dlatego nie popieram Pani Moniki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szanuję Twoje zdanie, bynajmniej nie chcę byś odebrała mnie teraz negatywnie, tym bardziej, że moja poniższa wypowiedź nie będzie tylko odpowiedzią na powyższy tekst.

      Kompletnie nie rozumiem proponowania rodzicom adopcji w zamian za możliwość posiadania swojego dziecka. Pisałam o tym kiedyś u siebie w poście o niepłodności. Ja bym dziecka adoptować nie umiała, bałabym się że nie pokocham jak swojego, że traktowałabym inaczej niż gdyby było moje własne itd. Wiem, że te dzieci nie są niczemu winne i bardzo podziwiam i popieram rodziców decydujących się na adopcję - to piękny gest. Jednak całym sercem popieram też wszystkie metody wspomagania rozrodu z in vitro włącznie i dla mnie adopcja dziecka byłaby krokiem ostatecznym, choć nie jestem pewna czy bym się na nią zdecydowała nawet gdybym nie miała innego wyjścia. Co innego jest nosić dziecię pod sercem (nawet adoptowany zarodek), czuć jak się rozwija, budować więź, pielęgnować od maleńkości, a co innego adoptować nawet kilkumiesięczne niemowlę - po prostu wiem, że nie każdego stać na taki gest. Nie chcę tu dywagować na temat, które wyjście jest lepsze. Każda opcja ma swoje plusy i minusy. Należy je rozważyć, przedyskutować z partnerem i zastanowić się zarówno czy chcemy skorzystać z inseminacji, invitro, adopcji, czy też chcemy oddać komuś swoją komórkę jajową/nasienie/zarodek.

      Ponadto zanim się jakąś metodę skrytykuje warto o niej poczytać, warto porozmawiać z osobami walczącymi o dziecko (a jak takich nie ma wśród nas to wejść na jakieś forum). Zauważam (i nie mam tu na myśli Na Zielonym Wzgórzu) że największyi'krzyk' przeciwko leczeniu niepłodności podnoszą osoby:
      - mające liczne rodziny i posiadające kilkoro własnych dzieci (szczególnie kobiety-matki!)
      - mężczyźni (patrz politycy)
      - księża
      Czyli osoby kompletnie niezainteresowane tematem niepłodności lub niedoinformowane. Ja rozumiem, że ktoś ma takie czy siakie poglądy, ale na miłość boską dajcie żyć innym!

      Usuń
    2. No właśnie mi o ŻYCIE chodzi.To jest główny argument przeciwko in vitro. Jednak rozumiem że jest to sprawa światopoglądu, ja uważam zarodek za człowieka, a kliniki in vitro nie. I dlatego w tej sprawie nigdy nie będzie kompromisu.

      Usuń
  7. Zaradna mamo wyskoczyłaś z trudnym tematem, faktycznie robale były łatwiejsze "do przełknięcia".
    Z jednej strony największy dar natury jakim jest dziecko, a z drugiej strony dokąd można się posunąć aby zaspokoić jakby nie było "swoje" potrzeby posiadania dziecka. Myślę,że temat do długich rozważań... Ale w zależności od tego z której strony się stoi, tym więcej zrozumienia dla różnych, nieraz kontrowersyjnych stanowisk. Jestem za dziećmi...
    A swoją drogą też nie wiemy jak nasi tatusiowie "hasali za młodu" i ile wokół nas przyrodnich sióstr i braci. Myślę, że też by nas to zaskoczyło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to jest słuszne podejście do sprawy. Trudno jest się wypowiedzieć na temat, który dokładnie nas nie dotyczy. Tzn nam się udało, jesteśmy Mamami dzieci, które zostały "naturalnie" poczęte, bez pomocy "ręki techniki medycyny" i chwała nam za to. Ale nasz pogląd na ten temat, mógłby być inny, kiedy pojawiłby sie problem z zajściem w ciąże. Szczerze? Nie wiem czy potrafiłabym oddać swoje jajeczko. Nie wiem z jakiego powodu nie chciałabym oddać swojego jajeczka. To trudna sytuacja i bardzo indywidualna decyzja każdej z nas.
      http://zyciemamy.blogspot.com/2012_08_01_archive.html

      Usuń
  8. Ja jak większość wypowiadających się, bardzo bym się zastanawiała nad oddaniem jajeczka, i nie ze względu na to jak się to odbywa. Po prostu tak jak Agg pisała, zastanawiałabym się później co z tym dzieckiem się dzieje. Wydaje mi się, że to kwestia podejścia, czy wg nas to tylko jajeczko? czy może jednak coś więcej?

    Nie mam pojęcia jakbym się zachowała i jakie zdanie miałabym, jakbym to ja sama nie mogła mieć dzieci. Obecnie wydaje mi się, że raczej postawiłabym na adopcje dziecka. Spróbowałabym zapewnić mu dom jakiego nie otrzymało i jednocześnie zapełnić pustkę spowodowaną brakiem własnego dziecka.

    OdpowiedzUsuń
  9. Trochę to nieodpowiedzialne takie sprzedawanie...a nóż kiedyyyyś np moje dziecko spotka dziewczynę, zakocha się a potem wyjdzie, że to jego sistra przyrodnia, bo mamusia sprzedała jajo jakiejś innej i wyszło...

    OdpowiedzUsuń
  10. Hmm trudne pytanie. Nie wiem czy potrafiłabym obcej kobiecie oddać swoje jajeczko - myślę, że nie. Łatwiej by mi chyba było gdyby to był ktoś z rodziny kogo znam itd. Gdyby sytuacja była odwrotna i ja potrzebowałabym jajeczka to chyba nie miałabym oporów aby skorzystać z czyjegoś jajeczka... Podziwiam osoby które potrafią oddać część siebie dla kogoś. Potępiam jednak sytuacje gdy za taką pomoc żąda się pieniędzy...

    OdpowiedzUsuń
  11. Trudny temat i punkt widzenia zależy od punktu "siedzenia". My długo staraliśmy się o Osinka i w desperacji myślałam o in vitro czy adopcji. W końcu Bóg obdarzył nas dzieciaczkiem i ciesze się z tego. Nie wiem czy bym oddała jajeczko bo chyba bym myślała o tym dziecku jak o swoim.

    OdpowiedzUsuń
  12. oczywiście ja sama jestem stanowczo za in vitro i gdybym miała podpisać się pod petycjami i innymi listami aby popierać to, zrobiłabym to bez wahania. ale raczej nie oddałabym swoich jajeczek - chociaż sama nie wiem. nigdy nie stałam przed tego typu dylematem więc jest mi ciężko odnieść się do wyżej postawionego pytania.

    OdpowiedzUsuń
  13. dziekuje za wszystkie komentarze do mojego listu,jak widze polska społecznośc ma rózne zdanie na ten temat,wszystkie dokladnie przeczytałam i przeanalizowałam.Chciałam tylko napisac,ze moja decyzja jest naprawde przemyslana,wiem jakie sa plusy a jakie minusy takiego zabiegu...dodam,ze jajeczka nie traktuje jak swoje dziecko,dla mnie to tylko jajeczko,gdybym myslala inaczej nie odwazyla bym sie na taki krok...pozdrawiam serdecznie wszystkie mamy Monika

    OdpowiedzUsuń
  14. Obecnie mam 4 letniego syna,o drugie sie staramy od 11 miesiecy,wyszka i teraz tarczyca, ale to inny temat jeste za in vitro jednak jajeczka by nie oddala raczej.. bym pozbawila sie "czesci siebie"... i takie same obawy jak dziewczyny by miala.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i z chorą tarczycą można mieć dzidzusia! trzymam kciuki! dużo wiary życzę :)

      Usuń