Strony

Biurwa z powołaniem

Zaradna obsługuje interesantkę. Sprawnie, miło i z uśmiechem na twarzy.
- Więc to prawda! - w pewnej chwili woła interesantka
- Ale co? - pyta zdezorientowana Zaradna\
- No to co ma pani tu powieszone - i wskazała na obrazek z mottem zaradnej


Z jednej strony Zaradna niemal pękała z dumy, bo miło usłyszeć słowa uznania, z drugiej strony Zaradna poczuła się zażenowana. To co powinno być standardem obsługi, jest tylko wyjątkiem. To przykre, bo wychodzi na to, że w większości biur siedzą znudzone biurwy, traktujące interesantów jak intruzów :-( Przecież idąc do pracy w sekretariacie, każdy ma świadomość, że z jednej strony trzeba pilnować wszelkich formalności i całej papierologii ale z drugiej większość osób przychodzi załatwić daną sprawę pierwszy raz w życiu i nie jest tak oblookany w procedurach jak panienka zza biurka. Zdaniem Zaradnej, trzeba taka osobę wziąć za rękę i poprowadzić jak dziecko we mgle przez meandry paragrafów, przepisów i wszelkich wymagań. Co zyska nafąfiona biurwa z fochem odsyłająca interesanta? Przecież i tak do niej wróci. Wkurzony, zniechęcony, z ponownie źle wypełnionymi dokumentami. A jak z uśmiechem przyjmie go, wytłumaczy wszystko po kolei, podpowie co jeszcze i gdzie trzeba załatwić, to wszystko pójdzie sprawniej i wszyscy będą zadowoleni :-) No nie jest tak?

14 komentarzy:

  1. Prze wiele lat kierowałam sekretariatem :) i u mnie to był standard :) Uśmiech i życzliwość i od razu pracuje się lepiej mimo, że to bardzo specyficzna praca :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj bardzo, mówi to była sekretarka... na szczęście...

      Usuń
  2. Ja rónież w różnych miejscach pracowałam albo w sekretariacie albo na obsłudze klienta i ludzi zawsze do mnie wracali i mówili: "bo Pani taka miła i pomocna":)

    Złości wyładowywałam w pokoju socjalnym kiedy nikt nie patrzył:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak ja bym chciała trafić na taką Panią w biurze ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bo Zaradna jest tylko jedna :)

    Ja sądzę podobnie jak Ty i w pracy robiłam podobnie jak Ty. I zauważyłam to co Ty - za dużo jest takich panienek, którym się nie chce.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zaradna Ty jesteś ideałem, chciałabym Cię spotkać idąc do Urzędu !

    OdpowiedzUsuń
  6. I panie w dziekanacie, których wszyscy mają dosyć, bo są takie ,,milutkie" . Fajnie, że Zaradna taka nie jest ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Kiedyś w jednym z urzędów, do obsługi klienta, przydzielono młodą panienkę. Makijaż, fryzura i strój niekoniecznie pasowały do urzędu, ale jakoś to przełknęłam (chociaż czułam się, jakbym zamiast składania dokumentów przyszła zamówić drinka). Ale jak panienka w czasie "obsługi" jechała perfidnie pilnikiem po wypielęgnowanych paznokietkach to już się wkurzyłam. No dobra, byłam bardzo niegrzeczna potem, ale musiałam :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja jako petentka w różnych instytucjach też staram się być miła, a nie, że coś mi się należy. Wtedy panie (lub panowie) zza biurka też przychylniejsi się robią, pomogą jak trzeba. Ale w wielu miejscach niestety jest bardzo trudno coś załatwić bez nerwów.

    OdpowiedzUsuń
  9. Tak, tak, tak... Szkoda że nie wszyscy tak myślą. Zwłaszcza takie panie, z którymi miałam wątpliwa przyjemność pracować. Grymas na twarzy, oznajmiający jakby dana dama pracowała tam pod przymusem. A zapytana czemu szczeka do interesantów, odparła zawsze że ona ma kredyty do spłacenia i dom na utrzymaniu i za takie pieniądze uśmiechać się nie bedzie. Ale od pani za kasą w supermarkecie oczekuje profesjonalnej obsługi ze wszystkimi uprzejmościami. Żenada po prostu i tyle.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja na szczęście trafiam na ogół na miłych urzędników... :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Oj jest tak.

    Na obronę biurw powiem tak: klienci/petenci też nie są idealni.

    Mnie ostatnio jeden więzieniem od progu straszył, bo go niby o czymś nie poinformowałam, a maila z inf. dostał i to przed czasem.

    OdpowiedzUsuń