Strony

Śmierć w oczach ateisty

Zaradna jutro (a w zasadzie już za chwilę) będzie obchodzić urodziny. Nie, wcale nie będzie ich obchodzić. Po prostu jej metryka pokryje się jeszcze grubszą warstwą kurzu.
Zaradna ma kryzys. Nie wieku średniego, ten byłby chyba łatwiejszy. Zaradna ma kryzys NIEwiary. Doszła do wniosku, że ateiści mają przechlapane. 
Pogrzeb - zakończenie życia, śmierć i nagrobek. Pozostają zdjęcia i wspomnienia, nie ma nieba ani piekła, nie ma aniołów, dusz czy "rozmów" z przodkami.
Zaradna właśnie przeżywa śmierć w rodzinie i jest jej cholernie ciężko. O wiele łatwiej znoszą to osoby wierzące, modlące się, mające nadzieję na spotkanie po drugiej stronie. O ile w dzień jest praca, dzieciaki, o tyle wieczorem Zaradnej ból rozdziera serducho, dusza wyje z tęsknoty. Często jest tak, że wierzący "obrażają się" na boga, bo "zabrał" im ukochaną osobę. Przestają wierzyć, bo przeżywają tragedię. Zaradna natomiast, zdeklarowana ateistka w obliczu śmierci bardzo chciałaby wierzyć. Sama nie wie w co... chyba w to, że to jednak nie koniec... 
Zaradna rozmawiała z filozofem, człowiekiem który latami studiował najróżniejsze koncepcje, religie, wierzenia, od starożytności po współczesne. Stwierdził, że ateizm to trudna droga. Bez względu na "rodzaj" wiary - ludziom wierzącym jest łatwiej w życiu. Wiele zdarzeń tłumaczą sobie wolą bożą, karą boską, mają alternatywy na życie po śmierci piekło, niebo, czyściec, zmartwychwstanie. Mają na kogo się pogniewać, komu złorzeczyć, dziękować, prosić o pomoc. A Zaradna? Przecież nie obrazi się na naturę, na choroby, śmierć. Przecież nie będzie złorzeczyć mijającym latom ani prosić zegara o cofnięcie czasu...

P.S. Zaradna bardzo dziękuje za wszystkie komentarze po poprzednią notką, dobrze radzicie.
P.S. 2 Plasterki doszły
P.S. 3 Oby ten kryzys szybko minął, bo blog z założenia miał być optymistyczny!

17 komentarzy:

  1. Cóż mogę napisać aby podnieść Cię na duchu? Nic odpowiedniego nie przychodzi mi do głowy... Śmierć zawsze jest trudnym tematem :| Przytulam Cię choćby wirtualnie i mam nadzieję, że uda Ci się pogodzić z tym co się stało i wrócić do równowagi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję... jest mi cholernie ciężko. Próbuję zabić myśli pracą, nowymi pomysłami, ale to działa tylko przez chwilę. Chyba muszę przeżyć ten cały smutek, złość, bezsilność... Do tej pory uważałam ateizm za słuszny wybór, teraz brakuje mi oparcia :-(

      Usuń
    2. Czy ateizm stawia kropkę po śmierci? Kompletny koniec? Bo ja sobie tak myślę, że to będzie koniec, jeśli żyjące osoby na to pozwolą. Bo zmarli żyją w nas, w naszej pamięci, a w przypadku najbliższych również poprzez więzy krwi.

      Usuń
    3. ładnie napisane, Maminka.

      Usuń
  2. Nieważne jaką masz wiarę czy niewiarę, ból po stracie kochanej osoby nie mierzy się kategoriami: ateista czy wierzacy= mniej lub bardziej przeżywa ból..prawda jest taka,że ból przeżywa jednakowo ateista czy katolik.Wtedy uczucia są subiektywne.Wiem coś o tym, bo przeżyłam śmierć Taty...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, może to kwestia uczucia a nie wiary.

      Usuń
  3. Zaradna ma rację, że wierzącym jest łatwiej w takich sytuacjach, bo zawsze jest nadzieja, że może gdzieś, może potem, w innym bycie, w Niebie spotkamy się.
    Ale wierzącemu może być łatwiej pod warunkiem, że jego wiara jest naprawdę wielka. A trudno o takiej mówić, gdy człowiek rozżalony jest, gdy straci kogoś bliskiego, gdy widział cierpienie bliskiego. Rzeczywiście może, gdy się wierzy jest na kogo się "obrazić" za taki rozwój wypadków. Ale może człowiek jest wtedy bardziej sfrustrowany. Bardziej analizuje temat. Nosi w sobie jakąś wściekłość, bo jest na kogo... Ciężka sprawa.
    Trzymaj się:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciężka jak nie wiem co... Nie sądziłam, że będzie aż tak ciężko, w końcu śmierć jest nieodzownym elementem życia a jednak nie da się na nią przygotować...

      Usuń
  4. zapomniałam dopisać, że bardzo Ci współczuję...
    Dodam,że chociaż jestem wierząca, nie docierało do mnie,że Go więcej nie zobaczę.I nie interesowało mnie,że jest mu może teraz lepiej, gdzieś w niebie,bo ból był ogromny.To co napisałam wyżej to moje subiektywne uczucie.

    OdpowiedzUsuń
  5. współczuję odejścia bliskiej osoby i przęzywanie tego ... ja wierząca i też mi było cięzko ... ale myślę że ty bedziesz poamiętać o tej osobie i zawsze będzie przy tobie ta druga osoba dopóki ty bedziesz o niej pamiętać

    wiesz pomimo że ja wierząca to sama wątpię czasem czy oby na pewno jest coś jeszcze po tej śmierci że się wszyscy spotkamy ...

    a może tam są wszyscy i wierzący i nie wierzący ...???

    a moze nie ma niczego ...???

    to wszystko to jedna wielka niewiadoma ....???!!!

    OdpowiedzUsuń
  6. ..Zaradna trzymaj się..jedynym lekarstwem jest czas..Pozdrawiam Cię i współczuję.

    OdpowiedzUsuń
  7. Serdecznie Ci współczuję :(

    Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin... Trzymaj się !

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja też nie wierzę. Wierzę w człowieka. Stratę bliskiej osoby przeżyłam bardzo ale z perspektywy czasu mogę Ci powiedzieć jak to odczuwam. Często powraca do mnie we wspomnieniach, drobnych czynnościach które mi się z nią kojarzą. I przywołuje na uśmiech. Jak mam ciężkie chwile zdarza mi się zastanawiać- co ona by zrobiła na moim miejscu jak by mi poradziła. Przypominam sobie jej dotyk, uśmiech, miłość. Później jest już łatwiej.
    Zaradna, trzymaj się kobieto, wysyłam Ci dużo pozytywnych myśli.

    OdpowiedzUsuń
  9. ja wierzę w reinkarnację i karmę. jest to dla mnie jedyne logiczne wytłumaczenie cierpienia np. dzieci i naturalna konsekwencja łańuszków przyczynowo-skutkowych w przyrodzie. trzymaj się ciepło.

    OdpowiedzUsuń