Strony

Traktaty małżeńskie

Zaradni byli zdeklarowanymi przeciwnikami małżeństwa. Chcieli być ze sobą, mieć dzieci, dom, dbać o siebie na wzajem i żyć długo i szczęśliwie. Dokładnie "długo i szczęśliwie" a nie "dopóki śmierć ich nie rozłączy".  Co to za frajda żyć w nieudanym związku i męczyć się latami, z utęsknieniem wyczekując momentu aż partner kopnie w kalendarz? Ustalili więc, że będą ze sobą, dopóki ich cele w życiu będą zbieżne, będzie im ze sobą dobrze i będą chcieli być razem. Nic na siłę. W końcu żyje się raz.


Zaczęło się od ciąży - Zaradna wylądowała na oddziale patologii. Mąż ma prawo do informacji o stanie zdrowia żony, partner/konkubent (choćby był ojcem dziesięciorga jej dzieci) nie. Zaradni szybko to obczaili i tytułowali się per mąż/żona a w papiery na szczęście nikt nie zaglądał. Sytuacja skomplikowała się po narodzinach Młodego. Okazało się, że korzystając z ubezpieczenia czy to grupowego w firmie, czy indywidualnego, można zabezpieczyć dziecko, ale nie konkubenta. W wyniku śmierci małżonka, żona (nawet bezdzietna) otrzymuje odszkodowanie, w wyniku śmierci partnera/konkubenta (choćby był ojcem dziesięciorga jej dzieci) nie.
U notariusza można (za duże pieniądze) ustanowić sobie pełnomocnictwa do wielu spraw ale nie do informacji o stanie zdrowia i do decydowania odnośnie procedur ratujących życie. Po prostu prawo nie przewiduje takiej możliwości i już. To samo dotyczy wspólnego rozliczania podatków. Dajmy na to, że jest żona na urlopie wychowawczym (oczywiście w naszym kochanym kraju - bezpłatnym), a mąż w wyniku ciężkiej harówki i zarobionych premii, przekroczy drugi próg podatkowy. Małżeństwo może rozliczyć się razem, więc zmieszczą się w limicie 18% podatku a partnerzy/konkubenci nie.
Zaradni w końcu się wkurzyli i w trakcie drugiej zagrożonej ciąży, poszli do USC, zapłacili 80zł i hajtnęli się. Z jednej strony załatwili wiele formalności jednym aktem, z drugiej nie będą mogli już ot tak się rozejść. Mimo, że są dorośli, to o ich rozstaniu lub nie, będzie decydował sąd, separacje, mediacje itp. Tym bardziej, że mają dzieci, więc szczegóły ich pożycia i decyzje sądu będą poddane wnikliwej analizie, wszystko oczywiście w imię dobra dzieci.
Do czego zmierza Zaradna? U Kominka jest dyskusja o małżeństwach homoseksualnych. Jedni są na tak, inni na nie. A Zaradna proponuje zająć się problemem od innej strony - umożliwić zawieranie konkretnych umów u notariusza.
Np. umowa dotycząca wspólnego prowadzenia gospodarstwa domowego, dbania o siebie nawzajem zarówno w aspekcie ekonomicznym, fizycznym jak i prawnym, zawarta na okres 5 lat z możliwością dalszego przedłużenia. Ludzie żyją ze sobą, przez dany okres są objęci ubezpieczeniem, w razie śmierci jednego z nich dziedziczą po sobie, rozliczają razem podatki, mają dostęp do informacji dot. zdrowia partnera itp. Po upływie tego okresu decydują się czy chcą być dalej ze sobą, czy nie. Jeśli partnerzy nie wywiązują się z umowy, nie spełniają wzajemnych oczekiwań, to bez sądów, rozwodów, umowa wygasa i od tego i tego dnia są znów wolni :-) Umowy takie spisywane w formie aktów notarialnych, dla osób nimi zainteresowanych, bez względu na płeć. Co tym myślicie? Przyjąłby się taki pomysł? W Polsce?

30 komentarzy:

  1. Zaradna jestem za! Ja żyję z ojcem mojej córki już 6 lat, kochamy się na zabój i żaden papierek nam potrzebny nie jest. Niestety w naszym kraju konkubinat to zło :/ w ogóle co to za słowo brzydkie:/

    mądrze prawisz, działaj coś w tym temacie:D

    OdpowiedzUsuń
  2. droga Zaradna - u mnie prawie taka sama droga była, wściekłam się jak Skarb nie mógł na mnie wziąć L4 jak urodziłam jego bądź co bądź dziecko, no i przed drugim porodem zapłaciliśmy rzeczone 80zł i "się hajtnęli"
    ja uważam, że taki umowy byłyby ok i nawet małżeństwo to powinno być na czas określony, a po 5 latach przedłużamy bądź nie :-P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniałam to dopisać, u nas też po pierwszym porodzie Zaradny miał zero opieki na mnie.

      Usuń
    2. ooo z tym pomysłem że małżenstwo tez na próbe to dobry pomysł :D może by panowie się starali bardziej :)

      Usuń
  3. Pomysł super, jestem za, tylko czemu znowu notariusze będą łupić uczciwych ludzi i to co 5 lat :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aj tam zaraz łupić, rozwód jest droższy ;-) Z tym co 5 lat, to można pójść krok dalej i zrobić umowy na 10, 15 lat - full wypas firaneczki :-)

      Usuń
  4. Idea niby ok ale taka umowa kosztuje za kazdym razem, potem pamietac o terminie a jak niedaj buk cos sie rypnie (wypadek) dzien przed koncem umowy to nagle jestem sama i bez tych zabezpieczen o których mowisz bo nie ma jak jej przedluzyc?
    Wolalam zaplacic raz 80 zeta i potraktowac to jak umowe tylko bardziej uroczysta, a jak bede chciala odejsc to zaden sąd mi nie przeszkodzi :P Na razie jakos zlecialo nam 8 lat.

    Takie umowy sa potrzebne bo nie kazdy mysli tak jak ja i kazdy powinien miec wybór!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja bym proponowała jak w telekomunikacji, jak chcesz rozwiazać to bedziesz pamietał, jak jestes zadowolony to przedłuza sie na czas nieokreślony :D

      Usuń
  5. też uważam że to dobry pomysł! ja wzięlam ślub 4mce po urodzeniu się młodej bo chciałam a nie że wypada choć wg niektórych z brzuchem trzeba się było hajtać.

    I więc jak mała w wieku 3 tygodni zachorowała poważnie i miałam podpisać zgodę na rezonans podpisałam się swoim imieniem i nazwiskiem to lekarka oczy na mnie i "Jak to ma pani inne nazwisko??? to proszę wpisać że matka bo nikt się w tych kombinacjach nie pozna" poczułam się jakbym była gorsza bo moje dziecko ma nazwisko ojca a ja inne

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mieliśmy dokładnie takie same przejścia - Młody z nazwiskiem ojca, ja inne. Wszędzie musiałam udowadniać, ze jestem matką swojego dziecka. Nosiłam ksero aktu urodzenia przy sobie.

      Usuń
    2. dont_give_up29 maja 2013 22:25

      Z tym ksero aktu urodzenia to jest dobry pomysl - za 2 m-ce lece na urlop do Polski i nigdy nic nie wiadomo. Oryginal mam zawsze przy sobie podczas lotow, po tym jak kiedys pani celnik mnie przestraszyla, ze w sumie to ona nie musi mi wierzyc na slowo, ze to moje dziecko, wkoncu ma inne nazwisko... W UK nigdy nikt nie chcial ode mnie dokumentow udowadniajacych, ze to moje dziecko, a jesli gdzies wypelniam jakies papiery dotyczace mojego syna, to ZAWSZE jest rubryka gdzie trzeba wpisac stopien pokrewienstwa i to wystarcza. A jesli chodzi o zwiazki, to wystarczy w przeroznych papierach zaznaczac civil partner i sprawa zalatwiona.Niestety nie wiem jak to wyglada w przypadku powazniejszych spraw, czyli smierc, dziedziczenie, opieka, itp, ale pewnie latwiej jest to udowodnic niz w Polsce.

      Usuń
    3. Miałam taką sytuacje 2 razy w szpitalu, teraz nikt się nie dziwi, nawet jesli nas nie zna. A nawet jeśli to już jego zmartwienie, bo ja po ewentualnym ślubie zamierzam zostawić własne nazwisko.

      Usuń
  6. Nie miałam nic przeciwko ślubom, dopóki nie musiałam się rozwodzić. I nagle się okazało, że za długi męża odpowiadam, a rozwód może trwać kilka lat, bo dzieci małe mamy. To wzięłam 400 zł w dłoń i poleciałam do notariusza zrobić rozdzielność majątkową. A teraz za każdym razem, gdy wleci mi jakaś kasa na konto, zastanawiam się, czy przeznaczyć ją na życie, czy na pozew rozwodowy.

    Tak, rozwody są za drogie, rozprawę o alimenty odchorowałam mocno, więc kolejny raz do sądu mi się nie spieszy, a informacja, że wcześniej jeszcze wpadnie do mnie kurator sądowy, żeby sprawdzić, czy po rozwodzie nasza sytuacja się nie pogorszy (sic! odkąd nie ma męża sytuację mam lepszą!), to mi się w ogóle nie chce w tym babrać.

    I pomyśleć, że małżeństwo zaczęło się sypać po 5 latach właśnie... MS

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tak to umowa by wygasła i sayonara :-)

      Usuń
  7. Dokładnie. A swoją drogą, jedną z przyczyn, dla których wzięliśmy ślub było to, że ja pracowałam na umowie śmieciowej, a dzięki ślubowi mąż mógł mnie objąć ubezpieczeniem :P To se zrobiłam pod górkę ;) MS

    OdpowiedzUsuń
  8. Obecnie jesli chodzi o ubezpieczenia grupowe, można uposażyć nawet sąsiada, którego widziało się raz:).

    Ale ten notariusz to w sumie 20 zł droższy niż ślub cywilny:-p. No przynajmniej u nas. Szczerze mówiąc mnie to lotto, jestem z kim chce, będę chciała wziąć ślub to wezmę, nie to nie. Rozliczając eis z US jakoś dajemy radę, ale chciałabym tylko nadmienić, że jest jedna instytucja uznająca konkubinat. Mianowicie MOPS, GOPS i czort wie jakie to jeszcze w PL nazwy ma. Chodzi oczywiście o zasiłki rodzinne. Polska krajem absurdów. Rozliczyć razem konkubenci sie nie mogą, bo nie są rodziną, ale dla MOPSU instytucji również państwowej, konkubenci tworzą rodzinę i jeśli ze sobą są to muszą przedstawić swoje zarobki aby uzyskać zasiłek. Ja bym się jednak skłoniła bardziej ku ujednoliceniu. Bo człowiek się gubi w tym czy w końcu ma rodzinę, czy też wg państwa nie:-p.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uposażyć można kogokolwiek to fakt, ale nie otrzymasz odszkodowania z tytułu śmierci sąsiada ;-)

      Usuń
  9. Ja miałam podobną historię tylko z nieco innym zakończeniem ciąży, trafiliśmy na super personel i nikt sie o nic nie pytał.
    Jednak moja potrzeba ślubu po tym wydazeniu raptownie wzrosła i żesmy się w 4 miesiące wzieli hajtneli:) z przytupem i połową świniaka i nawet do księdza żeśmy poszli Oczywiście wszystko troszke wbrew sobie (znaczy mnie, bo małżonkowi mojemu to ryba była) ale dla rodziców, żeby im przyjemność zrobić...
    I powiem Wam, że fajne wspomnienia taki ślub to szykowanie i ceremonia i wesele i to że się ludzi spotyka dawno nie widzianych i biała suknia...

    OdpowiedzUsuń
  10. my wzięliśmy ślub jak byłam w 5 m-cu ciąży tak zadecydowaliśmy, fakt dużo łatwiej pozałatwiać jak się jest małżeństwem.
    moja kumpela życie w konkubinacie i zawsze jak gdzieś idzie coś załatwiać to ma akt urodzenia syna bo on ma nazwisko ojca

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja również na ślub w USC zdecydowałam się dopiero będąc w 7 miesiącu ciąży ze względu tych uregulowań prawnych.
    Umowa o której piszesz nie jest taka zła ale pomyśl tak głębiej nie jeden/jedna będzie taka co po 5 latach zacznie kombinować i nie koniecznie będzie chciał/a odejść bo wspólny majątek dom/mieszkanie do którego sie przyzwyczaiło... ludzie są wygodni nawet wtedy będzie trzeba dzielić majątek - wspólne dobro! Co tam umowa która wygasa, nie wierzę po prostu w takiego typu umowy choć nie twierdzę że niejednej parze w tym np para homoseksualnym mogłoby to ułatwić życie.
    Powinno się usprawnić działanie sądów, zająć przestarzałym prawem rozwodowych,
    Zaradna mimo że jestem na nie, idea całkiem ciekawa :)

    OdpowiedzUsuń
  12. A ja na nie jestem... Co innego ułatwienie spraw rozwodowych, kwestii wspólnoty, czy też rozdzielności majątkowej. A co innego związki na próbę. Bo czym innym są te umowy? Albo chcę z kimś byc i wtedy na 100% i to legalizuję, albo nie do końca i żyję w tzw konkubinacie. Instytucja małżeństwa jest od wieków...
    Poza tym co da taka umowa? I tak w razie "W" problem z rozdzieleniem majątku, prawami do dzieci itd. Tak jak w przypadku małżeństwa.

    OdpowiedzUsuń
  13. Choć mam małego fioła na punkcie ślubów i prowadzę blog ślubny, to jestem za tym, o czym piszesz. Podpisuję si.ę obiema rękami i obiema nogami i jeszcze głową!!

    OdpowiedzUsuń
  14. Widzę ,że mamy takie samo spojrzenie na sprawę ślubu. My też po kilku latach wspólnego życia wzięliśmy ślub w USC by uprościć sobie życie. Nie doczekam się chyba zmiany podejścia państwa (i społeczeństwa) do związków partnerskich. Nie mówiąc o traktowaniu nieślubnych dzieci jako gorszych co przecież wciąż się zdarza.

    OdpowiedzUsuń
  15. Kochana twój pomysł to nic innego jak Legalizacja związków partnerskich. To już istnieje, choć w naszym Chorym, Zacofanym i Kościelnym Państwie nie jest to możliwe.

    Moje ubezpieczenie grupowe daje możliwość uposażenia partnera.

    OdpowiedzUsuń
  16. A ja uważam że spokojnie wystarczy ślub cywilny zamiast mnożenia rozmaitych umów + majątkowa umowa małżeńska precyzująca kwestie podziału majatku etc. I już.

    OdpowiedzUsuń
  17. to i ja się wypowiem po kilku miesiącach podczytywania :)
    jestem jak najbardziej za
    mój związek się sypnął 3 lata temu po 5 latach małżeństwa, po pojawieniu się dziecia. ale rozwodu nie wzięliśmy. mieszkamy osobno, dogadujemy się w zasadzie w każdej kwestii - na odległość mój jeszcze-mąż jakiś mniej irytujący jest. a przeraża mnie tłumaczenie się obcej osobie dlaczego to nie chcemy / nie możemy już ze sobą być i dlaczego uważamy że tak jest lepiej i dla nas i dla dziecia.
    niestety dużo łatwiej się pobrać niż rozwieść :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Zaradna, mam prośbę, nie wprowadzaj ludzi w błąd. To NIEPRAWDA, że partner nie może się dowiedzieć o zdrowie drugiej d
    strony. Prawo do upoważnienia dowolnej, dorosłej osoby do informacji i dokumentacji medycznej wynika z ustawy o prawach pacjenta z 2008 roku. Każdy może skorzystać z tej ustawowej możliwości, jeśli chce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W 2008 roku byłam w zagrożonej ciąży i nie mieliśmy takiej możliwości. Jeśli coś się zmieniło w tej kwestii to super!

      Usuń