Strony

Dzień Kobiet - Zaradna ma dla Was prezent :-)

Z okazji Dnia Kobiet, Zaradna ma dla Was prezent




PUPA RÓŻ WYPIEKANY DO POLICZKÓW LUMINYS LIKE A DOLL nr 302



 Puder magnetyczny do brwi Artdeco


Nivea Aqua Effect pianka

GARNIER Intensywna Pielęgnacja Regenerujący krem do rąk

Wpis nie jest sponsorowany, nie trzeba nic udostępniać ani lajkować stron producentów, sklepów itp. Wszystkie kosmetyki są nowe, cały zestaw powędruje do jednej osoby, która opisze w komentarzu zabawne wydarzenie dot. relacji damsko-męskich :-) Może to być anegdota z Waszego życia, usłyszana od znajomych itp.  Macie czas do poniedziałku, do godz. 21.00. Zwycięży osoba, której komentarz najbardziej rozśmieszy Zaradnych :-)

10 komentarzy:

  1. To było około trzy lata temu. Początek mojej ciąży. Koleżanka zabrała mnie na imprezę do klubu. Pomyślałam, że pora korzystać, skoro jak siądę na krześle to mogę jeszcze sama wstać ;) Oczywiście zapewniała, że długo nie będziemy, bo doskonale rozumie, że senność, no i pić mi nie można, sama ma dwójkę dzieci ;) Gdy było już dość późno wykończona usiadłam na krześle, aby odpocząć. Marzyłam już wtedy tylko o położeniu się do łóżka. Szukając wzrokiem koleżanki, zauważyłam, że przy stoliku obok siedzi chłopak (mocno już nie kojarzący co się dzieje), co jakiś czas podchodzi tylko do niego kolega, zapewne sprawdzić czy chłopak jeszcze żyje :P Wymieniają kilka słów. W pewnym momencie obaj wstają i podchodzą do mnie. I kolega "przysypiającego" chłopaka tak do mnie mówi: „mój kumpel ma dzisiaj problem z rozmawianiem i trochę umiera , ale mu się spodobałaś, więc ja będę mówił. No i tak sobie pomyślałem, że skoro on tak umiera i widzę, że ty chyba też to może byście tak sobie tutaj poumierali razem?” Prawie spadłam z krzesła jak to usłyszałam :D

    OdpowiedzUsuń
  2. nie wiem czy będzie na temat haha ale co mi tam ... mała anegdotka na poprawę humoru ... otóż kiedyś zanim małż został małżem a był zwykłym chłopakiem no dobra nie zwykłym bo drugiego dnia znajomości oświadczył mi się a poznaliśmy się przez przypadek na GG (taak to były czasy kamienia łupanego nie było FB) chłopina wpisała źle numer i połączył się ze mną - spotkaliśmy się tego samego dnia (oczywiście ja w obstawie koleżanki a jakże) i od tej pory somy razem choć osobno (małżowy często w delegacjach wrrr taka praca)... no i tak sobie spotykaliśmy się również w godzinach mocno niedozwolonych często wpadała do mnie mama ale chłopina zawsze zdążył się schować w szafie (Taak w szafie- dobrze że miałam dużą - właściwie to nie szafa była tylko zabudowa ale nie wnęki tylko po prostu połowy ściany), ALE RAZ BIEDAK NIE ZDĄŻYŁ i schował się pod kołdrą obok usiadła moja mamita i dalej gadać o wszystkim i niczym, biedak prawie się udusił ale dał radę... teraz po tych kilku ładnych latkach zawsze mamy niezły ubaw gdy o tym wspominamy może kiedyś opowiemy to wnukom haha

    OdpowiedzUsuń
  3. Dokładnie 5 lat temu, 28 września zamieszkała Matka w jednym domostwie z rewelacyjnym facetem, mówię Wam, Ciasteczko i w ogóle. I chociaż miał wiele zalet, to i wady się trafiały, o ile Matka dosolić musiała każdą mocno zasoloną potrawę (smakowało jej pod warunkiem dosypania co najmniej pół kilo soli), to ten Facet, kurde no, w ogóle nie solił. Pech. Ale cóż, miał tyle zalet, że go Matka pokochała. Pierwszy dzień życia dorosłej pary, po pracy miał przyjechać do WSPÓLNEGO domu, na obiadek Matki. Więc Matka rosołek robi, chociaż nie gotowała za bardzo wcześniej, to przecież głupia nie jest, wie o co w tym wszystkim chodzi. Dorzuca do garnka to i owo, zaglądając do trzech różnych przepisów. No, żeby lepsze było, nie? Więc posoliła wodę 3 łyżkami kamiennej soli (w przepisie było 2, więc chłopina nie mógł się czepiać), następnie wrzuciła 2 kostki rosołowe (w przepisie była jedna, ale w końcu to wywar z warzywami, więc nie zaszkodzą dwie, a będzie smaczniejsze), na koniec dodała Matka jarzynki (jakieś 2 łyżki, bo to przecież same warzywa i przyprawy). Oczywiście w każdym z przepisów była jedna z tych niebywale „naturalnych” przypraw podana, wypełniona „jedynie” warzywami. Pachnie pięknie, wygląda apetycznie, Facet wraca po pracy do domu, Matka z dumą, nonszalancją i absolutnym spokojem serwuje obiad. „Aaa taki rosołek zrobiłam, nic wielkiego.” Zasiada chłopina do obiadu chwaląc wygląd, sięga po łyżkę, łyżką do talerza, z talerza do ust, chwilę miętosi językiem, delektując się doskonałym smakiem domowego rosołu. Tylko skąd w oczach łzy? Skąd wyraz twarzy sugerujący zagubienie? Niepewność? Dlaczego po przełknięciu pierwszej łyżki cud zupki, zerka na Matkę? Nie ważne, Matka krząta się po kuchni, nalewa sobie zupki z gara. Twarz mężczyzny uległa zmianie, twarda, surowa, nieprzenikniona…spokojnie, powoli, jakby w ogromnym skupieniu raz za razem nabiera na łyżkę złotego płynu z dodatkami, wkłada do buzi, przełyka.
    Matka: „Smakuje Ci mój rosołek?
    Mężczyzna: „Aha.”
    Matka: „Pewnie nie uwierzysz, ale pierwszy raz robiłam. Właściwie gotowanie to nic trudnego.”
    Mężczyzna: „Noo.”
    Ale że z natury to był skryty facet, mało wylewny i niezbyt gadatliwy a w dodatku z ogromnym skupieniem zjadał zupkę, więc Matka nie przejmowała się zupełnie. Zadek swój (jeszcze wtedy całkiem zgrabny) posadziła na stołeczku i rozpoczęła proces konsumpcyjny. Łyżka ochoczo zanurzyła się w talerzu wypełnionym jadłem, ręka sprawnie podniosła ją do góry i wypełniła paszczę Matki jej zawartością. Wtedy właśnie Matka, miłośniczka przesolonych potraw, spojrzała w ogromnym zdziwieniu na Mężczyznę. Mężczyzna badawczo przyglądał się Matce, czekając w spokoju na rozwój wydarzeń. Matka żwawo, energicznie i z podskokiem zeskoczyła z taboretu, podbiegła do zdezelowanego zlewu, przy którym 80 lat wcześniej Helga, żona Hansa misy szorowała, po czym wypluła zawartość ust. Mężczyzna zamarł. Czekał. Matka pluła chwilkę chrząkając, dychrając i rzeżąc przeraźliwie. Następnie usta płukała dłuższą chwilę, ciesząc się lodowatą wodą, która wymywała jej jamę gębową. Po kilku minutach, kiedy galaki przestały łzawić i mogła znowu mówić, wykrzyknęła:
    „Kurde jego mać, jakie słone, człowieku nie jedz tego. Czemu nic nie powiedziałeś? Czemu to jesz?”
    Mężczyzna, cicho, ostrożnie: „Nie jest takie złe”
    Ale było, oj było. Z czasem Matka pojęła, że 2 łyżeczki soli to nie 3 łyżki soli, że jarzynka i kostka rosołowa składa się głównie z soli a nie warzyw i nie należy używać takich specyfików wcale, a jak już się używa, to ich nie łączyć. I zrozumiała Matka, że ten przystojny, seksowny, odpowiedzialny, inteligentny i zabawny facet, musi ją cholernie kochać, skoro zjadł pół talerza tego obrzydlistwa. I nie odszedł. Nie zniknął. Chociaż w pierwszym półroczu wspólnego mieszkania, obiad zazwyczaj lądował w kiblu (nawet bezdomne psy nie chciały tego jeść) a na stole pojawiały się kanapki. Ożenił się z Matką. A po latach przyznał, że nigdy w ustach nie miał nic równie obrzydliwego, niż mój pierwszy rosołek.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak co wieczór gadamy z Kubą. Temat schodzi na świeczki zapachowe, kadzidełka itp.
    Ja: "A może kupimy sobie na Twój przyjazd kominek do aromaterapii i olejki eteryczne?"
    Kuba (zgrywając się): "Erotyczne?" :)
    Ja: "Tak tak erotyczne" :)
    K: "A jakie np?"
    J: "A nie wiem zobaczę na allegro jakie są co?"
    K: "NO!" :)
    Szukam szukam i czytam na głos: "Waniliowy, paczula, brzoskiwinia, wiśniowy..."
    K: "Może być wiśniowy byle by bez pestek!" :)))))

    OdpowiedzUsuń
  5. Z serii : "Ja o chlebie Ty o niebie" :)
    Rozmawiamy z Kubą już dłuższy czas.
    Ja: "Idziemy spac?"
    Kuba: "Jeszcze nie. Pogadajmy jeszcze trochę. Poopowiadaj mi może o dzieciaczkach".
    Zaczynam opowiadać o Majci. Gadam gadami gadam. Jaka słodka, kochana itp. No i że w ogóle wszystkie dzieciaczki takie kochane.
    Kuba: "Jak chcesz to ja już jestem gotowy!"
    Mowę mi odebrało! Cisza.
    K: "Co się stało że tak zamilkłaś?"
    J: "Kuba na co Ty jesteś gotowy?"
    K: "No na spanie. A co?"
    J: "Kurde a ja myślałam że na dziecko!" :))))))

    OdpowiedzUsuń

  6. No to proszę:
    Po namiętnym przytulaniu z mężem, leżymy razem na łóżku, jest błogo...mąż zafascynowany przygląda się mojej twarzy i po minucie ciszy mówi:
    -Dziwne, że tyje się symetrycznie...

    Pozdrawiam - Ona na diecie:)
    med001.blox.pl


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnego letniego wieczoru, poszłam z chłopakiem na spacer. Byliśmy za miastem, bezchmurne niebo, żabie rechoty znad jeziora - pełny romantyzm. Patrz pierwsza gwiazdka - mówi - pomyśl sobie życzenie to się spełni. Gdzie, gdzie ona jest - pytam wypatrując jej. Po chwili widziałam całe morze gwiazd..... przy drodze był rów, zapatrzona do góry go nie widziałam, chwila nieuwagi i nakryłam się w nim nogami. Śmiechu było co niemiara, mimo że skręciłam kostkę. Od tamtej pory wszelkie gwiazdy mam jednak w głębokim poważaniu :-)

      Usuń

  7. Podbijam stawkę! Tekst z czasów konkubinatu:)
    Ja: Czy musisz mnie ciągle zaczepiać?
    On: To chyba dobrze, że po 8 miesiącach mieszkania razem mam na to ochotę.
    Ja: Nawet jak jestem tłuściutka? (oczekuję tekstu w stylu: „wcale nie jesteś tłuściutka, przesadzasz”)
    On: Lubię zmiany :)

    Pozdrawiam - Ona (jak zawsze na diecie)

    med001.blox.pl

    OdpowiedzUsuń