Strony

Małżeństwo vs konkubinat, gdy w rodzinie są dzieci

Od samego początku, Zaradni mieli jasno określone cele i wartości w swoim związku. Byli zdecydowani na dzieci, ale nie chcieli mieć ślubu. Głównym powodem była możliwość podjęcia samodzielnej decyzji o ewentualnym rozstaniu, bez udziału sądu, świadków, terminów i kosztów z tym związanych. Jeśli ich życie potoczyłoby się tak, że łatwiej byłoby im osobno, to rozstaliby się na własnych warunkach, bez tłumaczenia się przed sądem dlaczego podjęli taką decyzję.
Byli wykształceni, niezależni, świadomi obowiązków wynikających z rodzicielstwa. Jak postanowili, tak zobili. Na świat przyszedł Młody. Zaradni postanowili uporządkować sprawy ubezpieczeniowe, spadkowe, prawne. Życie (i notariusz) zweryfikowali ich plany. Mogli notarialnie upoważnić się do wielu rzeczy, do reprezentowania się wzajemnie w różnorakich instytucjach, kilka spraw jednak było nie do przeskoczenia w świetle obowiązujących przepisów prawnych.
  • Po utracie pracy przez jednego rodzica, drugi nie mógł go ubezpieczyć w swoim zakładzie pracy (małżonka można).
  • Będąc członkiem ubezpieczenia grupowego, za śmierć konkubenta, choćby był ojcem/matką dziesięciorga dzieci, ubezpieczyciel nie wypłaci ani złotówki (za małżonka tak).
  • Nie było możliwości wspólnego rozliczania się z Urzędem Skarbowym, co jest korzystne w przypadku znaczących różnic osiąganych dochodach.
  • Nie można było upoważnić drugiej osoby do decydowania o przebiegu leczenia oraz do udzielania informacji o stanie zdrowia.
  • Nie można odebrać na poczcie przesyłki poleconej w imieniu konkubenta, zwłaszcza gdy w dowodach są inne meldunki.
    To sprawiło, że w drugiej ciąży (zagrożonej), Zaradni poszli do urzędu, zapłacili 84 zł i po miesiącu oczekiwania na termin, podpisali papier umożliwiający im korzystanie ze wszystkich wyżej opisanych praw.
     Czy są zadowoleni z tego faktu? I tak, i nie. Mają więcej praw, ale nie mogą sami zdecydować o ewentualnym rozstaniu. Z racji posiadania dzieci i wspólnego majątku, sąd nie udzieli rozwodu na jednym posiedzeniu – wymaga to zaangażowania obcych ludzi do grzebania w prywatnych sprawach oraz wniesienia niezbędnych opłat. Jeżeli jedno narobi długów, drugie solidarnie musi za nie odpowiadać, co nie obowiązuje konkubenta.

    Dorosłe życie opiera się na odpowiedzialności, za siebie, dzieci, partnera. Osobiste potrzeby ustępują dobru całej rodziny. Trzeba dokładnie przemyśleć podejmowane decyzje, rozważyć wszystkie za i przeciw a na końcu wybrać najbardziej odpowiadający danej rodzinie wariant. W Wy jaką wybraliście formę dla swojej rodziny – małżeństwo, czy konkubinat? Co o tym przesądziło? Jesteście zadowoleni ze swojej decyzji a może planujecie zmienić formę swojego związku?

15 komentarzy:

  1. My wyjechalismy z corka na urlop do Wloch i tam przed Konsulem sformalizowalismy nasz zwiazek (nikt nie wiedzial, po powrocie taka niespodzianke zrobilismy rodzinie i znajomym).
    Powody? Podobne jak Wasze ;-)
    Pozdrawiam malzenstwa i konkubinaty :-)
    Magda :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. my ślub wzięliśmy 4mce po urodzeniu córki. Mała po urodzeniu dość poważnie zachorowała, szpitale, badania, lekarze i przy każdym papierku musiałam tłumaczyć dlaczego dziecko ma inne nazwisko niż ja i jak tak można. Co dzwne samotne matki to było coś normalnego ale matka z partnerem a nie mężem to jakiś dziwoląg i po tym zdecydowałam się na ślub by węcej nic już nie tłumaczyć

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O właśnie, zapomniałam dopisać, że odbierając dziecko ze żłobka musiałam tłumaczyć, że mimo różnych nazwisk jestem jego mamą. U lekarza to samo.

      Usuń
  3. Można się też rozstać bez rozwodu.
    A biorąc rozwód za porozumieniem stron uniknąć zbędnego babrania w prywatnych sprawach.

    Cytując "Dorosłe życie opiera się na odpowiedzialności, za siebie, dzieci, partnera." => decyzja o konkubinacie jest zaprzeczeniem tego zdania, jest unikaniem tej odpowiedzialności,
    a być może dzięki temu że po ślubie nie można ot tak się spakować i zniknąć zostało uratowanych wiele związków ludzi, którzy przemyśleli to co robią i postanowili naprawić małżeństwo a nie uciekać przed odpowiedzialnością.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można żyć odpowiedzialnie w konkubinacie, trzeba tylko zdawać sobie sprawę z ograniczeń prawnych. W naszej sytuacji sformalizowanie związku ma więcej plusów, ale są rodziny gdzie lepszym rozwiązaniem jest nieformalny związek. Wszystko zależy od indywidualnej sytuacji rodziców, ich zobowiązań prawnych wobec innych osób, sytuacji majątkowej czy zawodowej.

      Usuń
    2. Istnieje jeszcze możliwość rozdzielności majątkowej w małżeństwie.

      Pewnie, że jest wiele korzyści w konkubinacie np. łatwiejszy dostęp do przedszkoli jako "samotna matka"

      Pytanie czy w życiu chodzi o to by było więcej korzyści, czy o to by brać większą odpowiedzialność za to życie (już nie tylko swoje).

      Usuń
  4. Ale masz Zaradna rozrzut tematów.... od wszy.. po konkubinat - samo życie. Zgadzam się z tym, że wszystko zależy od indywidualnej sytuacji partnerów. I w jednym i w drugim związku potrzebna jest dojrzałość i odpowiedzialność.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha, jak widać nic co ludzkie nie jest mi obce :-D

      Usuń
  5. My nie mieliśmy wątpliwości, najpierw ślub cywilny, później kościelny i wtedy dzieci. Wiedzieliśmy, że chcemy być ze sobą na zawsze, co często jest zaletą związkó małżeńskich. Kiedy jest się związkiem partnerskim łątwiej jest odejść w tych groszych chwilach, które przychodza na każdy stały związwek, a kiedy jest się małżeństwem, więcej pracy i starania wkłąda się w poukładanie spraw. Jest silniejsza motywacja. Tak myślę.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja się na związkach nie znam, ale trochę dziwne jest dla mnie bycie z kimś i planowanie tego, w jaki sposób w razie czego będzie można najłatwiej się rozstać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Biorąc pod uwagę ilość rozwodów, warto pewne sprawy obgadać wcześniej :-)

      Usuń
  7. My na razie w konkubinacie,ze stażem 7 lat ;) Jest dobrze jak jest.Na razie nie myślimy o ślubie,ale też jakoś specjalnie się nie zarzekam.Zobaczymy , czas pokaże...;)

    OdpowiedzUsuń
  8. hmmm.... nic dodać nic ująć.... moje małżeństwo trwało rok, a konkubinat już 16 lat - wszystko zależy od tego jak partner sprawdza się, zwłaszcza w tych trudnych chwilach... i wcale nie jest łatwiej rozstać się... jak ludziom na sobie zależy, to przetrwają razem wszystko, bez względu na to czy mają ślub czy nie...

    OdpowiedzUsuń
  9. Oj tam wszystko zależy od sytuacji: jestem w konkubinacie, mamy dziecko- nikt nie robi problemu w przedszkolu, że dziecko ma inne nazwisko i ja inne. odnośnie leczenia w szpitalu też jakoś specjalnie partnera nie musiałam upoważniać, listy odbieram za niego na poczcie bez problemu (poza tymi z Sądu), w ubezpieczeniach jestem wskazana jako uposażona, ja lub dziecko, bez najmniejszych problemów uzyskuję inf o stanie zdrowia partnera (na dzień dobry w szpitalu każą podpisać kogo się upoważnia do udzielani inf). Ba w instytucjach (gdyż ma DG) jestem upoważniona do otrzymywania informacji i składania wniosków i jakoś specjalnego zachodu, to nie wymagało: tu pisemko, tam pisemko. Większość rzeczy da się obejść, choć nie wszystko;)

    OdpowiedzUsuń